Klaudia

Dwa razy byłam na rekolekcjach "Jezus żyje" na Górze św. Anny, wiele doświadczyłam, wiele otrzymałam i jeszcze mi Pan Bóg więcej obiecał.

Na pierwszy wyjazd w 2009 r. udało mi się namówić męża, przyjechaliśmy z 3,5 letnim synkiem. Byliśmy w dużym kryzysie małżeńskim, mąż niechętnie chodził do Kościoła, nie chciał drugiego dziecka, byłam zrozpaczona i chwyciłam się Pana Boga jako ostatniej deski ratunku. Rekolekcje przeżyłam z myślą, że coś musi się zmienić, że Pan Bóg musi mi jakoś pomóc.

Okazało się, że nie tylko dla niego ale i dla mnie ten wyjazd był odnowieniem i umocnieniem wiary. Ja oddałam swoje życie Panu Jezusowi i otworzyłam się na Ducha Świętego. W czasie jednego z uwielbień doświadczyłam uzdrowienia. Modliłam się już długo z podniesionymi rękami, już nie miałam siły ich trzymać w górze, ale nie potrafiłam ich opuścić, tak pięknie było uwielbiać Pana Boga w ten sposób. W pewnym momencie poczułam gorąco w dole brzucha i poczułam, że doświadczam czegoś niespotykanego. Byłam po cięciu cesarskim i bardzo bałam się czy mogę znów zajść w ciążę ale w tym momencie poczułam, że mogę, straciłam całą obawę, nabrałam pewności, że będę mogła mieć następne dziecko. Wierzę, że Pan Bóg uzdrowił mnie fizycznie, choć nie wiedziałam nawet, że mogłabym mieć jakiś zdrowotny problem, dlatego trudno mi było od razu dać świadectwo, bo jak to powiedzieć, że zostałam uzdrowiona, choć nie wiedziałam o żadnym schorzeniu. Pan Bóg zadziwił mnie jeszcze kilka razy podczas tych rekolekcji, usłyszałam piękne słowa od Pana Jezusa na modlitwie wstawienniczej skierowane właśnie do mnie, otrzymałam przeróżne dary Ducha Św., doświadczyłam spoczynku w Duchu Św. i znów coś się zadziało, bo choć nie straciłam całkowicie przytomności to w czasie modlitwy wstawienników upadłam na ziemię i czułam ciepło w głowie, znów nie wiem co konkretnie się zadziało ale było to niewątpliwie Boże działanie. Do końca rekolekcji czekałam na nawrócenie męża, już ze łzami modliłam się podczas uwielbienia a on ciągle nie szedł do spowiedzi. Pewna nieznajoma dziewczyna w zaawansowanej ciąży spytała mnie co się dzieje, ale nie umiałam do końca opowiedzieć i nawet przez nią dotarła do mnie Boża mądrość, bo po części sama się domyśliła jakie mam zmartwienie i powiedziała mi, żebym po prostu się za niego modliła a Pan Bóg uczyni resztę. Długo nie mogłam tego zrozumieć a właściwie wcielić w czyn. Ale nawet po rekolekcjach namawiałam męża na uczestnictwo co niedzielę we mszy Św. Zawsze znajdowały się jakieś przeszkody, byłam już u kresu sił i w końcu przestałam go ciągnąć na siłę. I o dziwo znów zadziałał Duch Św. i z samym moim postanowieniem, że nie zajmuję się już męża chodzeniem do kościoła tylko dbam o to żebym ja tego nie zaniedbywała, mąż oświadczył mi pewnego dnia: "Przecież jesteśmy katolikami, musimy co niedzielę chodzić na Mszę Św." Nie wszystkie więc owoce tych rekolekcji wydarzyły się natychmiast i nie bez duchowej walki, ale niedługo później, po weekendowych rekolekcjach małżeńskich mąż odblokował się na dziecko i dał mi to poznać, stąd mamy drugiego synka. Dwa lata temu również byliśmy na rekolekcjach "Jezus żyje", na poziomie dla małżeństw i znów pięknie mnie Pan Bóg doświadczył, bo niedługo po rekolekcjach zaszłam w trzecią, upragnioną ciążę i urodziłam przepiękną córeczkę, choć nie planowaliśmy dziecka, nawet mąż początkowo bardzo się zmartwił, jak sobie damy radę ale przewalczył to w sobie i nie nastawił się źle do ciąży i dziecka a gdy Małgosia przyszła na świat oszalał na jej punkcie. Jesteśmy teraz 5 osobową rodziną, mąż pomógł w przygotowaniach najstarszego synka do I Komunii Świętej, jesteśmy co niedzielę na Eucharystii. Nie wszystko jest jeszcze ok, bo mamy dużą trudność w relacji małżeńskiej, bywają lepsze i gorsze dni ale ja już wiem skąd czerpać siłę i jak poprowadzić naszą rodzinę abyśmy byli silni Panem Bogiem. Potrzeba cierpliwości, całkowitego zawierzenia się Panu Bogu, otwarcia na Ducha Świętego i modlitwy, uwielbiania i radości z tego, co wraz z Duchem Św. udało się nam osiągnąć. I trzeba prosić o wiele, bo Pan Bóg chce nas obficie obdarować :) :) :) Znów przede mną czas pracy duchowej, znów mamy jechać na rekolekcje a mąż wyszukuje same przeszkody, ale się nie poddaję, mam nadzieję, że dotrzemy i już cieszę się z owoców jakie ten wyjazd przyniesie. Również w naszej parafii są co miesiąc uwielbienia, mam nadzieję, że wkrótce powstanie wspólnota. Ja znalazłam drogę do Pana Boga i wiem, że Jezus żyje!!!! Potrafię przezwyciężać w życiu różne trudności i ufam, że Pan Bóg mnie poprowadzi przez resztę i będę prosić o wiele :) Chwała Panu!