Weronika lat 59

W piątek tuż przed wyjazdem na rekolekcje wydarzyła się bardzo trudna i bolesna sytuacja w mojej rodzinie, która dotyczyła już i tak bardzo trudnej relacji z moją siostrą. Niewiele mogłam na odległość uczynić, by to wyjaśnić i jakoś wyprostować. Bardzo mnie to przygnębiło i byłam w wielkiej rozterce jak zdołam służyć innym ludziom na rekolekcjach z takim wewnętrznym obciążeniem.

Wtedy padłam przed Panem na twarz w wielkim uniżeniu serca i ciała i błagałam Go, by wziął tę sprawę w swoje ręce i jakoś temu zaradził, dopóki ja sama nie będę mogła coś w tej sprawie zrobić po powrocie z rekolekcji. Po tej żarliwej modlitwie odczułam względny pokój serca i w takim stanie pojechałam w sobotę na rekolekcje.

Miałam w sercu takie przekonanie, że choć tego nie planowałam, muszę iść z tym ciężarem do sakramentu pojednania. W poniedziałek mi się nie udało z powodu dużej kolejki, ale na drugi dzień Pan przygotował dla mnie ten szczególny czas uzdrowienia. Trafiłam za łaską Bożą do bardzo mądrego kapłana przed którym mogłam otworzyć swoje zranione serce i wiedziałam, że wylewam mój ból przed samym Jezusem. Było wiele łez, ale czułam jak Pan dotyka mojego zranionego serca i napełnia mnie pokojem. Mądrość spowiednika objawiła się w tym, że właściwie pokazał mi tę trudną sytuację, którą przeżywałam, gdyż ja widziałam to przez pryzmat moich emocji, zranień z przeszłości, a on to pokazał mi z innej, także Bożej perspektywy. Odczułam wielką ulgę i pokój tak jakby ktoś zdjął wielki głaz z mojego serca i wiedziałam, że Jezus to właśnie zrobił!!!
Wyszłam stamtąd z wielką lekkością serca, chciało mi się prawie "fruwać" i wielbić Pana za wielką łaskę!
Po powrocie do domu mogłam wyjaśnić wiele z tego co się wydarzyło, pisząc ciepły list do siostry. Nasza relacja mocno się "ociepliła" i zyskała nową wartość dzięki mądremu pouczeniu kapłana w czasie sakramentu pojednania.
We wszystkim niech będzie uwielbiony nasz Pan Jezus Chrystus, który jest błogosławiony na wieki!!!